Teledyski PiH Uważaj czego pragniesz
P >
PiH
Jestem ponad, popatrz, myślę całkiem trzeźwo
Tekst piosenki Uważaj czego pragniesz słowa PiH
Jestem ponad, popatrz, myślę całkiem trzeźwo
Niski strop nie jest granicą, a niebo
Wszystko będzie dobrze, nie skończę na dnie
Pieprzyć wskazówki typu - Uważaj czego pragniesz
Piękna pogoda, dzień będzie długi
Jedna z tych bezcennych rzeczy, które można kupić
Które można kupić, dokładnie, które można kupić
W szklance pływa na wpół roztopiony lód
Przez gardło spływa niepokoju chłód, młody Bóg
Ten smak rozpoznaj, krew niesie po ciele
Czysta ambrozja, nie czuję już wiele
Dzieciak, to jest to, co racja to racja
Jak to napierdala po synapsach
Teraz w sieci pająka, szklany wzrok po zabawie
Promień słońca przebył kosmos by paść na gówno w trawie
Uważaj czego pragniesz, to było złą wróżbą
Wiesz o tym chwilę później, kiedy jest już za późno
Nalewasz sobie wódki, ale jej nie pijesz
Masz w ustach szluga, ale go nie palisz
Patrzysz w TV, ale nic nie widzisz
Syf spuszczony w kiblu znika w oddali
Kiedy po gardle spływa ci jeszcze towar
Dopada cię znienacka nerwica frontowa
Szklanka zimnej wódki w spoconych dłoniach
W jednej osobie - strażak piroman
Oprawcy są w domu, chcesz schować się pod łóżkiem
Chcesz zdzierać tapety, w kontaktach szukać pluskiew
Wpadasz w koleiny, których wrogom się nie życzy
Oczy wytrzeszczone, nie przez nadczynność tarczycy
Co jest, gdzie, jak, już tego nie ogarniesz
Pumeksem ścierasz linie papilarne
Gdzie zostawiłeś odciski palców
Nosisz twarz dziada, który nawiał z domu starców
Modlisz się do Boga, myślisz zaczynają pościg
Bez szacunku, bez odrobiny godności
Niebo przeszło z innego w czerń, ma dziś padać
Cisza nie ma końca, czas zastygł na zegarach
Jedna z tych bezcennych rzeczy, które można kupić
Słowa piosenki Uważaj czego pragniesz PiH
jest kupić można jedna tych pływa uważaj pragniesz czego domu wódki spływa dnie przez bezcennych rzeczy niebo chwilę tym później czas cisza końca wiesz bóg racja tapety paść gówno smak chcesz pijesz późno boga masz będzie dziś padać czerń łóżkiem schować frontowa nerwica zimnej pluskiew szukać kontaktach spoconych zdzierać piroman cię wpadasz szklanka strażak znienacka osobie oprawcy dłoniach jednej dopada linie modlisz myślisz zaczynają starców nawiał twarz dziada pościg szacunku zastygł zegarach innego przeszło odrobiny godności nosisz palców wytrzeszczone nadczynność tarczycy oczy życzy których wrogom tego ogarniesz zostawiłeś odciski papilarne towar pumeksem ścierasz koleiny nalewasz rozpoznaj krew młody chłód niepokoju niesie ciele wiele dzieciak czuję jeszcze czysta gardło lód typu piękna wskazówki pieprzyć dobrze pogoda dzień wpół roztopiony szklance dokładnie długi napierdala ambrozja synapsach patrzysz szluga ustach wróżbą widzisz syf oddali gardle znika kiblu spuszczony złą palisz szklany wzrok pająka było teraz zabawie sieci promień kosmos trawie słońca przebył całkiem myślę popatrz trzeźwo ponad wszystko skończę jestem granicą strop niski